pozwiedzajmy razem

Resko

przewodnik ekscentryczny

Kręcąc się
w kółko i z mozołem, toczyć się będziesz z nami kołem.
I dotrzesz w miejsca znane i nieznane, które na kartach poniżej opisane...
Zapraszamy
do poznawania Reska poprzez cztery niezapomniane wycieczki:
pieszą, rowerową, samochodową i bardzo specjalną
wspominkową Jaro Reskiego.

Zapraszamy

reskie wycieczki

wycieczka 01

Resko - którego nie ma

01

wycieczka 02

Reska Wycieczka Welocypedowa

02

wycieczka 03

Wycieczka po nieobecności.

03

wycieczka 04

Wyprawa na czterech kółkach

04

Bajka - NieBajka

Dawno, dawno temu, przy ulicy Stodolnej w Resku, wznosiła się góra, którą wszyscy nazywali Gubałówką. Nie była wysoka, ale wystarczyło wspiąć się na jej szczyt, by zobaczyć całe miasteczko jak na dłoni. Zimą zamieniała się w reskie Zakopane — pełne śmiechu, sanek i dziecięcych marzeń.

A jednak pewnego dnia zniknęła… Spychacz zsunął ją do pobliskiego stawu, jakby ktoś chciał zatrzeć wspomnienia. Dziś nie ma już śladu po górze, lecz czasem, gdy mgła wisi nad ulicą Stodolną, słychać echa dawnych zjazdów i śmiechu.

Niektórzy mówią, że to nie była zwykła góra. Dawne mapy nazywały ją Szubienicznym Wzgórzem. Może więc ci, którzy twierdzili, że widzieli na niej zjawy — mieli rację?

Tak czy inaczej, legenda żyje. Bo nawet jeśli góra zniknęła z ziemi, to wciąż stoi w pamięci tych, którzy pamiętają jej zimowe ślady i szept wiatru znad Regi.

Bajka w PDF - kliknij aby pobrać

Iglice

Ukryte jezioro

Mało kto w Resku wie o tym ukrytym jeziorze. W dodatku jest ono zupełnie wyjątkowe – jak to zazwyczaj w Resku bywa. Jest ono bowiem zapewne najmniejszym jeziorem świata! Tak naprawdę jest to niewielki stawek ukryty w zaroślach pomiędzy stacją benzynową a stanicą kajakową. Jednak dla mnie jawi się ono jako jezioro od czasu, kiedy odkryłem je przypadkowo w wieku wczesnoprzedszkolnym. Wówczas – dla szkraba, który ledwie „głową sięgał ponad stół” – wydało się dużo, dużo większe, ledwie ciut mniejsze od tego w Starej Dobrzycy, odwiedzanego latem z rodzicami. Kilka lat później dowiedziałem się rzeczy niesamowitej: owo jezioro-stawek jest zamieszkałe! I to nie tylko przez rybki, żabki i ptaki, ale również przez magiczną istotę. A poza tym: kryje się w nim skarb. Nie byle jaki, bo Największy Skarb Reska! A było to tak… Właśnie wracałem ze szkoły z rozdania świadectw, z dumą ściskając w dłoni nagrodę za dobre sprawowanie w klasie 1-wszej „a” Szkoły Podstawowej nr 2 (grę zręcznościową „Koszykówka”). Towarzyszyła mi koleżanka z klasy „b”, niejaka Ula, dla której ten rok szkolny był pierwszym i zarazem ostatnim w Resku, bowiem w trakcie wakacji przenosiła się z rodzicami do odległego Szczecina. „Najbardziej mi będzie żal Reskinki.” – zwierzyła mi się poufnym głosem. „A któż to?” – zapytałem. „Powiem ci, ale zatrzymaj to w tajemnicy.” – odrzekła Ula. Trzymałem to w tajemnicy ponad pół wieku, ale w końcu się złamałem… „W tym właśnie ukrytym jeziorze. – Ula wskazała na uroczy stawek – mieszka Reskinka”. Widziałam ją nie jeden raz, chodząc rano do szkoły. To panna wodna. Jedna z tych, które mieszkają w Redze. I w jeziorach. Ale Reskinka jest niezwyczajna, bo jest ona strażniczką Największego Skarbu Reska”. „Cóż to za skarb?!” – wykrzyknąłem zdumiony (istnienie samej Reskinki niezbyt mnie zdziwiło, gdyż przecież Resko jest Miastem Magicznym). „To zatopiona w ukrytym jeziorze Magiczna Kula Szczęścia. – odrzekła Ula – W chwilach szczególnych, na przykład tuż po burzy, albo przed wyjątkowym zachodem słońca, albo kiedy wstaje jakiś wyjątkowy dzionek, Reskinka wyławia tę Kulę z dna jeziora i poleruje ją. A wówczas nad Reskiem pojawia się Magiczna Aura, co sprawia że nasze miasteczko jest najpiękniejsze na świecie, a ludzie tu żyją szczęśliwie”. Powiecie, że to tylko fantasmagorie małej dziewczynki. Ale przecież faktem niezaprzeczalnym jest to, że Resko jest najpiękniejsze na świecie i ludzie tu wydają się być szczęśliwsi niż w innych miastach. Zatem warto czasem zerknąć na ukryte jezioro – a nuż dotkniemy prawdziwej magii i zobaczymy Reskinkę i Największy Skarb Reska!

wycieczka,
nie kołem się toczy

"... i choćby znał człek tysiac gór i morza toń,
to będzie wzdychał do krain co wnet,
opuścił goniąc za marą zieloną,
młodym i głupim, tęsknić będzie, omotany pozorą...

bo nie wszystko co z daleka lśniące,
błyszczące i migotające
z bliska będzie tak samo nęcące.

i w końcu powróci, obolały człek znękany ...
choćby nie wiem jak opadały mu sandały...
do krainy jedynej...
do reskiej opory, do skały..."

z zawiłych myśli reskiego długodystansowca

Wiadukt Spotkań Międzyplanetarnych

Każde miasto ma jakieś swoje mroczne tajemnice. Niewyjaśnione legendy, często mrożące krew w żyłach. Zapewne tylko najstarsi mieszkańcy Reska pamiętają tajemnicę znikających mężczyzn – otóż ponad pół wieku temu w niewyjaśniony sposób zaczęli znikać z miasteczka osobnicy płci brzydkiej. Może i nie był to masowy eksodus, raczej pojedyncze zniknięcia, ale to wystarczyło, by w Resku powiało grozą. Część mieszkańców banalizowała sprawę, bo znikali na ogół niepoprawni alimenciarze, dłużnicy i inni drobni aferzyści, którym deptało po stopach MO i łobeski komornik. Niektórzy odnajdowali się gdzieś na Śląsku, inni przysyłali pod rodzinne adresy uspokajające widokówki gdzieś z głębi Polski. Jednakże, mawiano, wśród tych co „wsiąkli” byli też i Bogu ducha winni porządni obywatele. Zatem – wieść się niosła po Resku – musi być jakaś siła, co chłopa naszego porywa!
Aż i w końcu porwała pana S. – budowlańca młodego, wesołego i bardzo trunkowego. Dzień wcześniej widziano go jak tradycyjnie rozprawiał o sensie życia w renomowanym barze „Zagłoba”, a nawet dostał prztyczka w ucho od skutecznie pilnującego tam zazwyczaj porządku społecznego kaprala Buczka. Prztyczek ów tak zmienił kierunek trasy pana S., że w domu go tej księżycowej nocy już nie ujrzano. A do domu zapukał sam kierownik grupy budowlanej ze Smólska, zaniepokojony nieobecnością pana S., który zarzekał się, że choćby ziemia się zatrzęsła, skończy wreszcie podmurówkę w tej nieszczęsnej chlewni. Zatem zaczęto szukać pana S. w lokalach miejscowych birbantów, a nawet zajrzano do niejakiej Luśki, na którą pono pan S. zagiął ostatnio parola. Bez skutku. Ostatnim, który miał kontakt z zaginionym budowlańcem był kapral Buczek. Później pan S. rozpłynął się w iście londyńskiej mgle, która zawładnęła owej nocy całym miasteczkiem. Stwierdzono zatem, że trunkowy budowlaniec dołączył do kompanii mężczyzn porwanych przez tajemniczą Siłę.
Aż tu nagle dzwonią na posterunek z Elektrycznego Zamku (czyliż z reskiej rozdzielni energetycznej) z informacją, że gdzieś spod „michałkowego wiaduktu” jakieś dziwne skowycia się rozlegają. Jakiś płacz i zgrzytanie zębami tak głośne, że nawet „buczenia prundu” nie słychać. Wiadukt wciąż jeszcze resztami mgły spowity, zaś elektrycy rescy w onych czasach nie byli aż tak odważni jak pewien elektryk z Gdańska, więc woleli zadzwonić do MO niż sami sprawdzać co i jak.
Dzielny patrol milicyjny bez wahania podążył w stronę nawiedzonego wiaduktu. I zastał tam widok niecodzienny – mianowicie: drżącego z zimna (bo to już była jesień niewczesna) pana S. w stroju adamowym. Na pytanie: co tu robi i dlaczego na golasa, budowlaniec zgrzytając zębami, odrzekł krótko: „Bo tu mnie wypluło UFO, co mnie wszystkie ubranie zrabowało”. Pan S. wydawał się być już zupełnie trzeźwy, lecz wciąż plótł o tym, że tej mglistej nocy został wciągnięty do latającego talerza, gdzie kazano mu się rozebrać, po czym poddano go intensywnym badaniom, a następnie statek kosmiczny „wypluł” go właśnie pod „michałkowym wiaduktem”, najwyraźniej zapomniawszy mu oddać ciuchów (w tym spodni Wrangler, zakupionych za ciężko uciułane dolary). Milicjanci, słysząc tę bujdę, chcieli najpierw odwieźć pana S. do szpitala psychiatrycznego w Gorzowie, ale że mieli ważniejsze sprawy na głowie, oddali go rodzinie. I jeszcze tego samego dnia rozgrzany herbatą z miodem dzielny budowlaniec machał kielnią przy podmurówce chlewni w Smólsku.
Później jeszcze pan S., nagabywany o to w renomowanym barze Zagłoba, z uporem maniaka powtarzał swoją bajeczkę, w którą nikt w Resku nie wierzył. A było to przecież dobrych kilka lat przed sławetnym wydarzeniem pod Emilicinem, gdzie UFO porwało z pola rolnika, niejakiego Jana Wolskiego. W jego sensację wielu uwierzyło i dziś nawet to nie do końca pewne wydarzenie upamiętnia zgrabny pomniczek, zaś o tym co zdarzyło się w Resku nikt już chyba (poza mną) nie pamięta! Czyż pan S. od jakiegoś tam Wolskiego mniej wiarygodny jest?! Wszak poinformował reską gawiedź, że wraz z jego porwaniem skończą się tajemnicze znikania mężczyzn – tak mu wyraźnie zielone ludziki z latającego talerza powiedziały. I stało się tak naprawdę, bo od tamtego czasu nikt już w Resku nie zaginął! A mimo to żaden bywalec renomowanego baru Zagłoba (o innych mieszkańcach miasteczka nie wspominając) nie uwierzył w słowa pana S.
Kilkanaście lat po tym wydarzeniu, złakniony mocnych wrażeń, zajrzałem do renomowanego baru Zagłoba, a ujrzawszy siedzącego samotnie w kącie pana S., przysiadłem się do niego z dwoma kuflami pienistego.
„Więc jak to było, panie S.? – zagadnąłem – Czy to UFO coś panu ciekawego o świecie powiedziało?” „A jakże! – odrzekł zasłużony reski budowlaniec – Ja teraz, kolego, wiem takie rzeczy, że żaden profesor, nawet taki z Noblem, o tym nie ma zielonego pojęcia! Ja mógłbym, kolego szanowny, ich wszystkich moją wiedzą zadziwić. Mógłbym im wykłady dawać w Szczecinie, Warszawie, w Moskwie, a nawet w jakimś Oksfordzie! Świat bym tą wiedzą, co mnie ją UFO dało zawojował!” – zawołał tak głośno, że aż spojrzeli na nas wszyscy bywalcy Zagłoby.
Po czym konfidencjonalnie ściszył głos : „Ale mnie tu w Resku jest najlepiej. Bo jeszcze zanim mnie to UFO porwało, wiedziałem że liczy się tylko Resko. I siłą woli się uwolniłem z tej nieziemskiej niewoli – zarymował – Tak się wściekłem, tak w sobie naprężyłem, że musiał mnie ten latający talerz wypluć, kolego, bo Reska nikt mi nie zabierze!”

wiadukt

Stara Dobrzyca

Dobrzyca to spokojna wieś położona kilka kilometrów na południe od Reska, w miejscu, gdzie pola spotykają się z lasem, a zieleń ma tysiąc odcieni. Tu czas płynie wolniej – słychać szum drzew, odgłosy ptaków i plusk niewielkich dopływów Regi. To idealne miejsce na spacer, rowerową przejażdżkę albo chwilę odpoczynku w drodze między Reskiem a Łosośnicą. W Dobrzycy można poczuć prawdziwy oddech natury – tej nieśpiesznej, czystej i gościnnej. Dla miłośników historii to także przystanek z duszą – we wsi zachowały się ślady dawnego układu folwarcznego i ruiny poniemieckich zabudowań, które przypominają, że Pomorze kryje wiele opowieści, czekających tylko na odkrycie.

Opowieści Reskiego

Zajrzyj do miasteczka, które pachnie bzem, kurzem dawnych ulic i dźwiękiem rowerowych dzwonków. Tu Jaro Reski prowadzi Cię przez zaułki dzieciństwa, gdzie każdy kamień ma swoją historię, a każdy zachód słońca — małe olśnienie. Pobierz „Reską Nostalgie” i pozwól, by Resko znów ożyło w Twojej wyobraźni.

Opowieści Reskiego w PDF - kliknij aby pobrać