W małych oknach odbija się światło farb i dłoni,
w zaułkach słychać muzykę i stuk pędzla o szkło.
Resko od lat przyciąga tych, którzy widzą więcej –
kolory w codzienności, ciszę w dźwięku, sens w prostocie.
To tu rodzą się obrazy, dźwięki i słowa,
które pachną deszczem, ziemią i wiarą w piękno.
Zapraszamy do galerii MAgicznego reska.
Resko widziane jak obraz – pełne kolorów, światła i kadrów, które same proszą się o zatrzymanie.
Miejsce, które pobudza wyobraźnię i zachęca do odkrywania historii ukrytych tuż obok codzienności.
Miasto opowieści, symboli i dawnych historii wpisanych w przestrzeń.
„…tu myśl płynie wolniej niż rzeka,
a cisza zna imiona dawnych historii,
gdzie krok prowadzi dalej niż mapa,
a zwykły dzień potrafi zamienić się w opowieść.
Bo magia w Resku nie błyszczy – ona trwa,
ukryta w wodzie, w kamieniu, w spojrzeniu przechodnia.
I nawet najcichsze miejsce ma swój sekret,
jeśli pozwolisz sobie na chwilę marzenia.”
Kilka lat temu zaprosiłem do Reska pewnego starego znajomego, z którym nie widzieliśmy się kopę lat. Chciałem mu pokazać nasze piękne miasteczko i jego okolice. Z niecierpliwością zatem czekam na dawno nie widzianego kolegę, a ten się spóźnia! Toteż dzwonię do niego, zaś on odpowiada, bym się nie przejmował, bo nawigacja wskazuje, iż właśnie zbliża się do Reska. „A gdzie dokładnie jesteś? Od której strony jedziesz?” – pytam. On na to: „Od strony Trzebiatowa. Właśnie zbliżam się do Mrzeżyna!”. W pierwszej chwili mnie zamurowało. Jednak wnet przypomniałem sobie, że przecież – faktycznie! – tuż za Mrzeżynem jest Resko! Tyle że jest to Resko Przymorskie, a na dodatek nie jest to żadna miejscowość, lecz jezioro. Kumpel po prostu wpisał w nawigację „Resko”, zaś bezduszna i ciut nierozgarnięta maszyna, nie wiedzieć czemu, kierowała go nie ku naszemu miasteczku, ale ku onej wielkiej kałuży oddzielonej wąskim przesmykiem od Bałtyku… Przypomniało mi się wówczas, że sporo lat wcześniej, kiedy jeszcze nikt nie myślał o elektronicznym nawigowaniu, podobne kłopoty ze znalezieniem Reska miał inny mój kolega. Ten dla odmiany chciał mi zrobić niespodziankę i w gorący wakacyjny czas wyruszył autostopem ze swego matecznika, gdzieś spod Krakowa, mając nadzieję zastać mnie nad piękną Regą, o której tyle pięknych legend i opowieści się ode mnie nasłuchał… Traf chciał, że wylądował w Połczynie, zaś tam zatrzymał kolejną „okazję”. „Pan student do Reska? – rzekł szofer – To masz pan fart, bo jadę do Gawrońca, a stamtąd do Reska rzut beretem”. Z Gawrońca na przyczepie traktora dojechał do Reska, tyle że … Starego. „A jest tu jakieś inne Resko?” – zapytał miejscowych. „Owszem. Jest jeszcze i Nowe” – odpowiedzieli. „A takie Resko bez przymiotnika. Po prostu Resko?”. Na to usłyszał, że i owszem, jest. Jezioro Resko. W zasadzie bez przymiotnika, choć niektórzy nazywają je też Resko Górne. Tak się bowiem dziwnie składa, że nasze Resko leży pomiędzy dwoma innymi Reskami. Tyle tylko, że obydwa są nie miejscowościami, lecz jeziorami. A dodam tu jeszcze, że w czasach zupełnie już odległych, kiedy o geografii wiedzieliśmy tyle co nic, w czasach właściwie przed-szkolnych, mnie i moich kolegów ogromnie pasjonowała zagadka Reska Południowego. Mało kto dzisiaj wie, że onej epoce, gdy do naszego miasteczka zajeżdżał słynny mały – bo zaledwie dwu-wagonowy (a właściwie: półtora-wagonowy, gdyż pierwszy wagon dzielił przestrzeń z lokomotywą) pociąg zwany Michałkiem, na dworcu (naonczas wielkości działkowej altanki) widniał napis: „Resko Płn”. Tak, tak – z każdej stacji można było wówczas dojechać do Reska Północnego. A choć byliśmy wtenczas ledwie umiejącymi składać litery brzdącami, dobrze wiedzieliśmy że są przecież cztery świata strony, więc powinny być i cztery Reska, a w ostateczności: choćby dwa! Skoro nasze jest Reskiem Północnym, to przecież powinno być przynajmniej i Resko Południowe! Tyle że, gdzie ono jest? (Nikomu przecież nie przyszłoby do głowy, że niegdyś w naszym Resku były dwa dworce kolejowe: Północny i Południowy – ten drugi nieopodal dzisiejszej fabryki IKEI). Odpowiedź na tę nurtującą nas zagadkę odnalazł jeden z naszych kolegów, który dowiedział się od kuzyna z głębi kraju o Resku leżącym gdzieś za Rzeszowem. „Tyle że ten kuzyn nie wymawia „R” – śmiał się kolega – I tamto Resko nazywa Leskiem!”. Hmm…. Tak sobie myślę, że dziś, w dobie samochodowej nawigacji, gdyby jakiś niewyraźnie mówiący, fafluniący mieszkaniec naszego miasta zechciał zaprosić swego kolegę w gości, ten mógłby wylądować przez pomyłkę aż za Przemyślem…. A przy okazji: niewielu wie, że tuż po wojnie nasze miasteczko nazywało się wcale nie Resko, ale Ławiczka. Był nawet i powiat Ławiczka (choć ze stolicą w Łobzie, lub jak wtedy mawiano: w Łobezie). Co ciekawe: jeśli kiedyś zajedziecie do Białego Boru, we wschodniej części naszego województwa, znajdziecie tam małe jeziorko Ławiczka, które leży nieopodal dużo większego jeziora Łobez!